Koncert Madonny
Dodane przez aniaklub dnia 19 sierpień 2009 00:00:59
Koncert Madonny w Warszawie to był przede wszystkim wielki show. Chylę czoła dla kondycji i formy fizycznej Madonny. W wieku 51 lat (koncert odbył się 15 sierpnia w przeddzień jej urodzin) - tańczyć przez dwie godziny (nie byle co, tylko skomplikowane układy choreograficzne z zawodowymi tancerzami), skakać na skakance i jeszcze na dodatek śpiewać – wow!, można tylko pozazdrościć. I naprawdę można jej wybaczyć jeden, czy dwa malutkie fałsze. Madonna wyznała, że kocha swoją pracę i to było widać. Natomiast chyba niespecjalnie kocha swoją publiczność. To fani są dla niej, jak w piosence „You must love me” – zresztą stanęli na wysokości zadania i zrobili niespodziankę urodzinową białymi papierowymi serduszkami. Najzabawniejsze było to powiększone na telebimie z napisem: „ADOPT ME”. Madonna była trochę wzruszona, ale ona jest przede wszystkim mega gwiazdą, jest ponad tłumem, a nie dla niego. Uśmiechała się co prawda i sprawiała wrażenie sympatycznej, ale to był uśmiech królowej pop, pasujący do tronu, na jakim się pojawiła, czy do limuzyny, jaką wjechała na scenę, a nie śmiech kumpeli. Mi to nie przeszkadzało.
Wzruszyłam się podczas utworu Michaela Jacksona – na scenie tańczył jego „sobowtór”, a na telebimie widać było zdjęcie małego Michaela... Byli rówieśnikami ..., zatem Madonna dowodzi wyższości kobiet nad mężczyznami. Co prawda on był genialny, a ona tylko czasami ociera się o genialność i to głównie za sprawą kompozytorów jej piosenek (np. Lenny Kravitza), ale pracowici byli prawdopodonie tak samo. Natomiast Michael nigdy nie dorósł, a Madonna jak najbardziej i to dojrzałe jej wcielenie mi osobiście o wiele bardziej się podoba niż to sprzed lat. A co do ostatniej płyty „Hard Candy”, to słucha się jej bardzo dobrze. I nie wiadomo, czy to zasługa samej Madonny, czy Justina Timberlake’a, czy Timbalanda. Wszystko jedno – „Give It 2 Me” :)